RSS
wtorek, 09 lutego 2010

berkeley

berkeley

berkeley

berkeley

berkeley

berkeley

berkeley

berkeley

berkeley

berkeley

a te dwa z san francisco:

berkeley

berkeley

czwartek, 14 stycznia 2010

ale nie wiem po co.

poniedziałek, 19 października 2009

Czasem jest tak, że jutro ważne zdjęcia a kaseta przy poprzednim filmie zaświetliła. Naprawa kasety -taśma izolacyjna ale trzeba sprawdzić wiec film doń i... niedziela wieczór, brak koreksu... No ale ciemno w łazience jest przecie!

niedziela, 18 października 2009

Rada na dziś: Grzej piwo w czajniku.

Ale najpierw zamglony poranek. Bez kawy, za to ze zbożowymi kulkami o smaku kakaowym i miską gorącego mleka. Ustawiony jestem z gościem co ma mi po okazyjnej mocno cenie koreks i inne darkroomowe szpeje odsprzedać. Więc opaska na uszy, kask, pompowanie kolarki "na kamień" i w drogę.

Tak na prawdę to drugie podejście do tej wyprawy. Wczoraj poniosłem klęskę. Źle wybrałem trasę i ulica którą podjeżdżałem ostatkiem sił zamieniła się w autostradę i to był koniec wycieczki. wysłałem SMS, że złapałem gumę. Takie kłamstwa to się kończą źle.

Dziś ruszyłem najpierw Alcatraz Avenue lekko w górę ku Collage Ave (stała trasa do piekarni i warzywniaka). Wzdłuż szerokiej ulicy o asfalcie koloru betonu stoją jednorodzinne domy, przed nimi na podjazdach rodzinne samochody - czytaj: pickupy, suvy, toyoty prius. Gdzieniegdzie resztki wyprzedaży garażowych do wzięcia za free. Nie zatrzymuję się - czajnik już mamy. Teraz znana z wczoraj Chabot Road. Ciepłe słońce zaczyna przyświecać z nad gęsto poprzytulanych do siebie domów w stylu "kaliforniana" rzecz jasna. Niesamowita jest tu roślinność. Coś jakby łódzką palmiarnię zostawić na pastwę europejskich krzaków. Teraz już bardziej stromo ale miło się pedałuje w chłodny poranek patrząc jak healthy americans grają w tenis na darmowych kortach z nienaganna sztuczną nawierzchnią. I teraz najważniejszy punkt trasy "Golden Gate Avenue" czyli wąski asfaltowy przesmyk pod dwiema nitkami autostrady i kolejką BART, co w mieście to jest metrem, ale śmiga z San Francisco wielu kierunkach, nawet do odległego o kilkanaście kilometrów Pittsburgha. Teraz już w sumie jasna sprawa: Mountain Bulevard i jestem w Montclair - Dzielnicy Oakland położonej na zboczach "Volcanic Regional Reserve". Jest 9 rano i mimo że dawno schowałem kurtkę do plecaka i zasuwam tylko w koszulce dysze jak koń po westernie. Cały czas pod górę było, nie stromo ale systematycznie. 

Się okazuje że tam gdzie ma zacząć się właściwy etap górski jest małe city center, więc wpadam do sklepu fotograficznego ale ostatni manualny wężyk spustowy się sprzedał tydzień temu :) Ruszam Colton bulevard.

Wraz ze wzrostem nachylenia rośnie ilość ciekawych architektonicznie domów i ilość sportowych aut na podjazdach. Szczególnie lubią tu Porsche i vintage Volvo choć amerykańskich kabrio tez nie brakuje. Piękny kolarski strój miał gość który wychynął z garażu i udał się montować kolarkę na bagażniku bmw z3. Ostrzegł, że potem będzie jeszcze gorzej, No i kurde miał racje. Przejechałem kolejne 1000 numerów, czyli 300 metrów serpentynki i wymiękłem. Przypiąłem rower do znaku drogowego "SAVE THE KIDS - DRIVE 25MPH" i ruszyłem z buta. Teraz mógłbym zrobić jakieś zdjęcia ale po pierwsze nastrój miałem średni po drugie słońce już wysoko stało i świeciło płasko, nieciekawie, po trzecie jako pieszy w kraju gdzie chodniki są tylko przed sklepami a prawo jazdy jest jedyną formą dowodu osobistego i tak wzbudzałem wystarczającą sensację.

Gość miał minę nietengą gdyż koreksy mu gdzieś wyparowały. W zamian obdarował mnie butelkami na chemię i lekkim monopodem manfrotto za free :) Teraz już tylko ostrzyłem sobie zęby na przepiękny zjazd. All the way dawn aż pod sam dom. Nie ujechałem jednak nawet do końca Colton gdy na bardzo stromym odcinku za mocno przyhamowałem. Zablokowane tylne koło przeciągnęło opnę po asfalcie który w przeciwieństwie do polskiego nie jest lepko śliski a twardy i przyczepny. Przetarta opona odsłoniła dętkę i stało sie to co "przepowiedziałem" wczoraj. Ale za to z jakim hukiem! Dwie godziny człapałem prowadząc rower. Niedaleko domu zakupiłem oponę i dętkę za równowartość monopodu mniej więcej :)

Długa notka, za długa. Piwo co miało być na grzane się przypaliło. Właśnie widzę jak z garnka buchają kłęby dymu!

czwartek, 15 października 2009

…to jak śpiewa Afrokolektyw (o czymś zupełnie innym) “suchar wyrzucony przez beja”.

Po 3 tygodniach z zapaleniem ucha a nawet dwóch, jedzenia antybiotyków i picia painkilerów wracam do gry!

Przepraszam wszystkich za zaległe sprawy i obiecuje poprawę.

środa, 16 września 2009

Grubas, typowy amerykański gówniarz, poza tym, że zagląda mi przez ramię, i patrzy co wypisuję, to wzdycha na widok zdjęcia ważki czy innego robala na liściu. Jestem Berkeley Community Church na spotkaniu Berkeley Camera Club. "Nature Competition" się okazało zbiorem ptakoszotów. No i moje mo rza przepadły z kretesem :)

Za to Creative Competition to pojedynek filtrów z photoshopa i odbić aut w innych autach.

Wniosek na dziś: Akty są za wsze lepsze niż abstrakcja., nawet w kategorii abstrakcja.

piątek, 28 sierpnia 2009



Piszę tydzień ponad po szczęśliwym lądowanie w San Francisco. Poza tym, że jest tu dużo zimniej niż się spodziewałem i tydzień byłem chory :/ to nic zaskakujacego sie nie wydarzyło.

Tak jak sie spodziewałem średnio mi się tu podoba i chyba z wzajemnością. Na kilkadziesiąt wysłanych resume (jak tu mówią na CV) kilka zaldwie doczekało się reakcji i to typowo headhanterskich: Proszę uzupłenić poniższy formularz. A w formularzu głównie pytania o rasę :) Ale nie jest ani afro ani latino więc punków za pochodzenie nie będzie.
Z przyjmnych rzeczy to w kiblu na drzwiach wisi mapa dna oceanu arktycznego z północnymi częściami przyległych kontynentów. Patrzy się na "Czubek Ziemi" I na tej jednej mapie jest Jezioro Onega i Czukotka i Wielkie Jezioro Niedźwiedzie. A propos Jeziora Onega. Mariusz Wilk się wybrał na Labrador.

Jak tylko skończy się w TokFM rozmowa z Moniką Małkowską o akcie w sztuce to idę na zakupy i gotować obiad. No bo na razie jestem tu housewifem.

środa, 05 sierpnia 2009

To koło San Francisco jest, nad zatoką (wcześniej nie wiedziałem). Kasia dostała stypendium Fulbrighta i jedziemy razem.

Działkowe, Grotnickie wakacje wczesnej podstawówki spędzałem na siodełku czerwonego składaka, i nie jest to przenośnia. Podejmowałem samotne wyprawy do odległego o 10 kilometrów Ozorkowa, rysowałem mapy i plany. Równolegle (bezpieczne zagranie, bo nie pamiętam co było pierwsze) czytałem książki, które można by otagować: mapa na drugiej i trzeciej stronie okładki. Tomka przygody, panasamochodziki, dywizjony 303. Gra w klasy też miała plan centrum Paryża, a może jedynie rysowałem go sobie w głowie tak jak Gdańsk z blaszanego bębenka. Potem długo, długo nic - o tym kiedy indziej. Teraz znów wystarczy wsiąść na rower i na ulicę Lawinową się przejechać, po dziecinnemu się zachwycić, że dom to jest z cegły, wśród drzew i ma komin i drzwi. A za nim jest pole i z tego pola jest chleb. (A co jest z takiego php? - na plus to na pewno odruch ctrl+s). Można, też w pociąg czy inny pks się załadować i w górskim, najlepiej ukraińskim, schronisku znów książkę z mapą otworzyć. Jagielskiego „Modlitwę o deszcz”, „Dobre miejsce do umierania”, „Wierze z kamienia”. Mariusza Wilka „Wołoka”, „Tropami Rena”, „Dom nad Oniego”. Tiziano Terzaniego „Powiedział mi Wróżbita”. Nietrudno sobie te z ostatniego roku lektury z geolokalizować.

Nie dziwi więc, że zupełnie, poza przelotną myślą o Południu i Delcie Missisipi, mnie do USA nie ciągneło nigdy. W ogólności to ja nie muszę za granicę jeździć, żeby być w podróży.

Teraz, po długiej przerwie piszę się miernie. Mam nieprzyjemność czytania topornie złożonych zdań. A Kasia biurko obok pisze sówj doktorat. Tyle wieczorów i dni! To musi być coś! Widzę przez ramię, że Word jej 90% słów z braku zasobów szlaczkuje. A ja mam dojmującą pewność, że zwrot "piszę się" z początku tego akapitu połkniecie jako mój standardowy dyskelsyjny byk.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Często po świetnym intro do strony intenretowej wpada się w standardowy do wyrzygania nudny layout, albo co gorsza, w coś totolanie nieużytecznego i nieczytelnego. Na nowej stronie Reserved promującej linię Abstracted po zajebistym trailerze lodujesz w równie intrygujacym sajcie. Polecam

reserved abstracted 

piątek, 24 kwietnia 2009
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
stat4u